Przyjaźń
Lifestyle

O przyjaźni słów kilka

Parzę kawę, siadam szybko przy komputerze. Wiem, że ta
godzina to czas, kiedy mogą z Nią porozmawiać. Nie pozwoliłyśmy, żeby różnica
czasowa zmieniła cokolwiek w naszej przyjaźni. Rozmawiamy o pierdołach, o
facetach, o pogodzie. Zwykłe rzeczy. Opowiadamy sobie jak minęły nasze dni.
– Czytasz Humans Of New York? W Pakistanie. – pyta – Te
historie są tak smutne. Na przykład ta historia o ślepcu.
– Tak. Ludzie są podli i okrutni. – odpowiadam.
– Tak sobie myślę, że nasze życia i problemy w porównaniu do
ich życia i tego przez co przechodzą to nic… Jak ten, który mówił, że nie
wierzył, że w miastach są samochody. Albo ten, który pracował całe życie i
cieszył się, że zobaczył w końcu syna.
– Wiesz, z jednej strony żyjemy w świecie pełnym udogodnień
i jest nam łatwiej, a z drugiej ta technologia sprawia, że jesteśmy jeszcze
bardziej nieszczęśliwi. Robimy się przez to pustymi materialistami. Ci ludzie
celebrują każdą chwilę z rodziną i najbliższymi. My celebrujemy nowe odcinki
Gry o Tron i Teen Wolfa.
– Przejmujemy się durnymi sprawami.
Rozmowa trwała jeszcze dłużej. Moje myśli zeszły na tor
przyjaźni i celebrowania chwil. Z Nią zawsze znajdziemy czas dla siebie. Kiedy
nie dzielą nas tysiące kilometrów tylko dwa przystanki autobusem, zawsze
znajdziemy chwilę, żeby się spotkać przy kawie i poplotkować. Codziennie
godzinami piszemy ze sobą na Facebooku, od rana do wieczora. Rozmawiamy o tych
poważnych sprawach i tych mniej poważnych.
Nastała moda na slow life. Powoli wracamy do spotkań ze
znajomymi, nie ograniczamy się do imprez, zresztą część z nas już z tego
wyrosła. Będąc na studiach często rozmawiałam z Nią i z moim Przyjacielem na
temat zwykłych spotkań. Wspominaliśmy czasy dzieciństwa. Kiedy to koledzy i
koleżanki po prostu przychodzili do Twojego domu i pukali do drzwi, żeby
zapytać czy masz czas wyjść. Każdy miał czas. Nieważne, że jutro szkoła, że
trzeba nauczyć się na sprawdzian z matematyki.
Będąc na studiach zawsze miałam czas. Jeśli nie szliśmy na
imprezę, to chodziliśmy coś zjeść. Gotowaliśmy wspólnie obiady. Chodziliśmy
razem na zakupy, kiedy mama kolegi miała urodziny. Cierpieliśmy razem rano po
całonocnym piciu i dzieliliśmy się butelką wody w autobusie. Razem
decydowaliśmy, że zamiast na zajęcia pójdziemy na otwarcie nowej knajpy.
Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu i nigdy się sobą nie nudziliśmy.
Wiele razy rozmawialiśmy na temat dzieciństwa. Wiele razy
zadawaliśmy sobie pytanie czy faktycznie technologia poprawiła nam życie, czy
może na odwrót. Staliśmy się więźniami Facebooka, telefonów. Jedynym sposobem,
żeby się skontaktować z niejedną osobą było napisanie wiadomości na Messengerze,
bo telefonu nie odbiera, ale wiedzieliśmy, że tam zawsze jest aktywna. W pewnym
momencie przestaliśmy rozmawiać o imprezach. Zaczęliśmy rozmawiać o nowych
odcinkach seriali. O śmiesznych filmikach na Youtubie. O tym czy iPhone jest
lepszy od telefonów z Androidem. Zapomnieliśmy, że kiedyś świetną rozrywką było
czytanie książek. Albo spacer po lesie. Z niektórymi nie rozmawiamy już na
poważne tematy. Z innymi w ogóle już nie rozmawiamy.
Marzę o powrocie do czasów dzieciństwa ze względu na te
przyjaźnie na zawsze. Oparte na zwykłej rozmowie. Cieszę się, że mam wokół
siebie ludzi, z którymi mogę umówić się z dnia na dzień na wspólne śniadanie
czy posiadówę przy kawie. Że mam dla kogo piec Brownie i zawsze usłyszę, że
coraz lepiej mi idzie. Że mogę kupić syrop malinowy do kawy i piekielnie drogą
kawę w Starbucksie i wiem, że ktoś ze mną ją wypije. Wiem, że kiedy będę miała
gorszy dzień, to Oni nawet będąc za granicą będą chcieli mi pomóc. Za to Ich
kocham.