Życie na wsi - istny koszmar! - When In Jungle - Blog o Grafice i Fotografii

Życie na wsi - istny koszmar!

14 lat temu myślałam, że przeżywam najgorszy koszmar mojego życia. Mieszkałam z rodziną w domku na przedmieściu, które wydawało mi ...




14 lat temu myślałam, że przeżywam najgorszy koszmar mojego życia. Mieszkałam z rodziną w domku na przedmieściu, które wydawało mi się wtedy miastem, miałam mnóstwo „ziomków” na ulicy. Z każdej strony otaczał mnie miejski beton, dzieciaki jeździły na deskorolkach i piły piwo na parkingu firmy, której nazwy nie pamiętam. Wieczorami marzyłam o własnej hulajnodze, na której mogłabym przemierzać kolejne kilometry między miejskimi domkami i zastanawiałam się jak tym razem włamiemy się z przyjaciółmi na plac zabaw przy przedszkolu. Pewnego majowego wieczoru rodzice weszli do mojego małego pokoju i oznajmili mi i mojemu bratu z ogromną radością, że się przeprowadzamy. Moje krótkie życie przeleciało mi przed oczami. Jak to? Gdzie? Co ze szkołą? Z moimi przyjaciółmi? Mama z uśmiechem na ustach powiedziała, że na pewno mi się tam spodoba, że nie jest tak daleko i że praktycznie jest to przedmieście Katowic. Po odwiedzeniu tego „przedmieścia” okazało się, że do Katowic im daleko, i to naprawdę daleko, bo aż 30 kilometrów. Dookoła nie ma niczego oprócz hektarów pustych pól. Najbliższy większy sklep? 20 kilometrów. Galeria handlowa? Zapomnij. Po raz kolejny musiałam zaczynać wszystko od nowa. Byłam starsza, niż za pierwszym razem, kiedy się przeprowadzaliśmy, jeszcze bardziej nieśmiała. Nie opuszczałam podwórka przez miesiąc, pierwsze dzieci poznałam dopiero po pięciu tygodniach. Czy przeżyłam? Oczywiście, w końcu ośmiolatki, to nie takie całkiem aspołeczne stworzenia. Przez pierwsze dwa miesiące nie mogłam wybaczyć rodzicom, że wywieźli mnie do tej „dziury zabitej dechami” jak nazywałam moją uroczą wieś. Później zapomniałam o betonowych ulicach i miejskich domkach. Pamiętałam o przyjaciółkach z ulicy, ale znalazłam nowe. Pokochałam wiejskie życie i nigdy się to nie zmieniło, mimo że wróciłam do miasta dwa lata temu. Jakie stereotypy krążą na temat życia na wsi? Czy naprawdę jest to najgorsze, co można zrobić dziecku?

Ze wsi wszędzie daleko…

…a autobus do cywilizacji jeździ raz na godzinę. Czasami nie przyjedzie. A czasami jest za wcześnie. Ogólnie dostać się gdziekolwiek jest ciężko. Do miasta jechałam autobusem godzinę i piętnaście minut, zdarzało się dłużej. Na studia dojeżdżałam… Dwie godziny, w zależności od połączenia. Kiedy chciałam iść ze znajomymi ze studiów na imprezę miałam do wyboru zostać u kogoś na noc albo tłuc się autobusem o 22:40 i być w domu o północy. Czy była to katastrofa? Pewnie gdybym nie miała tak cudownych przyjaciół zrezygnowałabym z imprezowania. Długie dojazdy nigdy mi nie przeszkadzały, lubiłam słuchać całą drogę muzyki, odciąć się od świata i zamknąć się w swojej głowie. Jednak dla wielu osób była to ogromna niedogodność, wiele osób nie wierzyło, że nie jest to dla mnie problemem. Dużym plusem był oczywiście fakt, że moje zajęcia nigdy nie zaczynały się wcześniej niż o 9:45.



Na wsi nie ma żadnych rozrywek.

Owszem, dla osób, które uwielbiają imprezować na okrągło, chodzić po sklepach i popijać kawę za 15 złotych mieszkanie na wsi to nuda. Nie ma też korpo-parkingów, po których można jeździć z kumplami na deskorolce i ukradkiem popijać pierwsze nielegalnie kupione piwo. Dzieci nie mają wypasionych placów zabaw, na które mogłyby się wkradać przez dziurę w płocie.
My jako dzieci mieliśmy tajne miejsce nazywane Dziurą. Dziurę dookoła obrastały drzewa, na które można było się wspinać latem i udawać, że gałęzie to pokoje albo różne poziomy świata. Dziura była dosłownie wielką dziurą w polu, prawdopodobnie terenem, który kiedyś zapadł się trochę przez kopalnię. W zimie była idealnym miejscem do jazdy na sankach. Znajdowała się dosłownie pięć minut (bardzo powolnym) spacerem od naszych domów, więc nie potrzebowaliśmy dorosłych, żeby się tam spotykać i bawić. W Dziurze nigdy nie zawitał żaden dorosły. Pod koniec lipca chodziliśmy do lasu zbierać jeżyny. Chodziliśmy na grzyby. Jeździliśmy na rowerach, im byliśmy starsi, tym dalej. Mogliśmy jeździć na rolkach wszędzie. Cała wieś była naszą rozrywką. Kiedy podrośliśmy chodziliśmy na spacery. Wyprawa do miasta była naszą rozrywką, jednak nieczęstą. Ponieważ wszystko czego potrzebowaliśmy było na miejscu.

Na wsi nie ma dobrych szkół.

Kiedy nadszedł czas wyboru liceum moja koleżanka powiedziała mi, że będzie jeździła do liceum do miasta, bo tutaj nie ma ani jednego dobrego. Jest jedno liceum ogólnokształcące, ale licea w Katowicach mają lepszą renomę, później świadectwo z jakiegośtamliceum będzie atutem podczas naboru na studia. Postanowiła, że będzie dojeżdżać półtorej godziny, bo tam lepiej ją przygotują do matury. Pamiętam, że strasznie pokłóciłam się wtedy z mamą, bo też chciałam odebrać sobie dwie godziny życia i iść do tego liceum co ona. Do liceum w Bieruniu miałam niecałe pół godziny drogi autobusem. W końcu posłuchałam mamy i złożyłam dokumenty do Bierunia (tylko tam, głupia i zbyt pewna siebie ja) i dostałam się (na szczęście, bo pewnie kończyłabym zawodówkę). I wiecie co? Szkoły na wsiach wcale nie są gorsze. Moje liceum, szczerze mówiąc nie wiem już jak długo, ma zawsze wyniki z matur powyżej średniej krajowej, a chyba nawet zdarza się, że wyniki są najlepsze w województwie. Swoją drogą nie jest tak, że liceum jest odpowiedzialne za wynik Twojej matury. Z tego co wiem raczej nikt też nie patrzył podczas naboru na studia czy mam maturę z jakiegośtamliceum w Katowicach, czy z Kozkowa nad Odrą.



Mieszkańcy wsi to istne wieśniaki.

No cóż, niektórzy są wieśniakami, ale w mieście też można spotkać takiego na każdym kroku, a na wsi nigdy nie był. Prawda jest taka, że jak ktoś się nie potrafi zachować, to otoczenie, w którym mieszka niczego nie zmieni. Czy na wsi ludzie są biedniejsi i nie potrafią się ubrać? Na wsi są takie fashionelki, że czasami strach wyjść w dresie na ulice. Są ludzie, którzy mieszkają na wsi od prapradziadka i jeszcze dłużej, ale bardzo wielu mieszkańców to osoby, które wybudowały sobie dom uciekając od miejskiego zgiełku (ergo są bogaci, bo dom to nie taka tania sprawa).

Na wsi nie ma Internetu.


Na wsi ciężko o szybki Internet. Ale Internet jest. Owszem, o 4G trudno, chociaż znajdą się miejsca, w których odbiera. Żyjemy w XXI wieku, nie róbmy już na wsi średniowiecza i zacofaństwa. Zresztą, na wsi nie ma czasu na Internet, na wsi pije się kawę na balkonie, w towarzystwie przyjaciółki, oddycha się czystym powietrzem i patrzy w niebo.


A Ty? Jak Ty widzisz życie na wsi?

Podobne posty

0 komentarze

Instagram