9 rzeczy, za które pokochałam jesień - When In Jungle - Blog o Grafice i Fotografii

9 rzeczy, za które pokochałam jesień

Wyglądam za okno i widzę pozostałości śniegu po wczorajszym wieczorze. Włączam telewizor i na pierwszym kanale, który pokazuje się na ek...


Wyglądam za okno i widzę pozostałości śniegu po wczorajszym wieczorze. Włączam telewizor i na pierwszym kanale, który pokazuje się na ekranie leci prawdopodobnie nie pierwsza dzisiaj świąteczna reklama. Grudzień jeszcze dobrze się nie zaczął, a podejrzewam, że już za tydzień będę chora od promocji świątecznych, Last Christmas i ozdób na każdym rogu ulicy. Zaparzając kawę myślę - przecież mamy jeszcze listopad! Nie zdążyłam docenić wszystkich pięknych jesiennych rzeczy, a już odmawia mi się mojej ulubionej dyniowej kawy. W poprzednich latach jedyne z czym kojarzyła mi się jesień, to kolejne poprawki, rozpoczęcie roku akademickiego i głębokie postanowienie poprawy, które później było ukatrupione przez zimowe lenistwo (jestem niedźwiedziem, serio!). W tym roku mogłam w pełni docenić pewne rzeczy, które oferuje nam jesień i chciałabym się nimi z Wami podzielić.


Niezmiennie na pierwszym miejscu mojej jesiennej listy, co roku, jest Pumpkin Spice Latte ze Starbucksa. Gdy tylko widzę na ich Facebooku, że już można ją kupić pędzę do najbliższego Starbucksa i ustawiam się w kolejce. Stało się już tradycją, że przynajmniej raz każdej jesieni ją piję. To chyba najlepsza kawa, jaką piłam w sieciowych kawiarniach. Przyznam się, że nawet jadąc do szkoły specjalnie wychodziłam wcześniej, żeby wstąpić rano do kawiarni i nie zrażały mnie te potworne sobotnio-poranne kolejki. Niestety, ku mojej rozpaczy i złości, już na początku listopada ta kawa została zastąpiona świątecznym menu (shame on you!).


Powiecie, że picie wieczorem gorącej herbaty i czytanie książek to coś, co można robić o każdej porze roku. Ale powiem Wam, że to nie jest prawda! Jesienna aura, wcześniej przychodzący wieczór i chłodniejsze noce są idealnym czasem na kocyk i lekturę. W 30-sto stopniowym upale myślę tylko o znalezieniu kawałka cienia, a najlepiej transporcie na Antarktydę. Przez ostatnie trzy miesiące przeczytałam więcej książek, niż w każdej innej porze roku.


No właśnie! Te upały mnie niesamowicie męczą i zniechęcają do wszystkiego. Nie jestem też fanką srogiej zimy i śniegu po pas, ponieważ studiowanie strasznie mi obrzydziło zimę (nie dość, że zimno, to jeszcze przejdźcie przez miasto - Wasze buty będą brudne i białe od soli). Jesienne temperatury są dla mnie idealne, ubieram zwykłą kurtkę albo grubszy sweter, wciąż mogę chodzić w moich ulubionych trampkach. W dodatku w tym roku za naszymi oknami gościło piękne jesienne słońce. Wymarzony czas!


Kto nie uwielbia obudzić się troszkę wcześniej i zobaczyć za oknem słońca nieśmiało przebijającego się przez gęstą mgłę? Miasto wygląda wtedy przepięknie, ale wciąż przegrywa u mnie ze spacerem przez zamglone pola.


Nie wiem czy gdziekolwiek liście są piękniejsze jesienią, niż w Polsce. Różne kształty, różne kolory, drzewa powoli zamieniają się w złote pomniki, a na ziemi powoli kształtuje się kolorowy dywan. Początki jesieni są najpiękniejsze i dzięki tym właśnie liściom jest to chyba najromantyczniejszy czas (może poza leniwie padającym śniegiem).


Jabłka, orzechy, kasztany. Same dobre rzeczy! Jako że jestem szarlotkowym potworem, to jesień obfitująca w jabłka jest u mnie małym faworytem. Kasztany kojarzą mi się z moim Dziadkiem, który zawsze idąc do mojego domu zbierał po drodze całą reklamówkę kasztanów, nawet wtedy, gdy byłam już w gimnazjum i liceum. 


Rzadko kiedy ubieram się w jasne kolory, nawet kiedy krzykiem mody jest pastelowy róż, czy miętowy. Jestem wielbicielką ciemnych kolorów, w mojej szafie znajdziecie jedną jasnoróżową bluzę, która ma czarne wstawki z siatki. Dlatego jesienne kolory to moja miłość. W tym roku zaopatrzyłam się w Mnishkhe w kolorze Navy Blue, pewnie niczego żółtego bym nie ubrała, ale ciuchy w bordowym kolorze wciąż są na mojej liście.


Zawsze jesień, nie wiosna, była dla mnie porą zmian i postanowień. Czas, kiedy wszystko kładło się do snu był dla mnie czasem, kiedy się budziłam, mimo mojego niedźwiedziego usposobienia. To właśnie czas jesieni jest czasem, kiedy mam najwięcej postanowień, kiedy stawiam sobie nowe cele i znajduje nowe rzeczy, których chcę się nauczyć. W dodatku wcześniej wspomniane niższe temperatury pomagają mi się skupić i bardziej poświęcić nowym wyzwaniom. 


Jesień to też czas tego, co misie lubią najbardziej! W sklepach pojawiają się pierwsze kalendarze i planery! Jestem maniaczką kalendarzy, chociaż często zdarza mi się o nich zapominać, ale każdego roku przygarniam przynajmniej dwa i używam ich na zmianę. W tym roku z moim Simple Plannerem zamierzam to zmienić i opieram się zakupowi kolejnego kalendarza (którymi jestem bombardowana z każdej witryny sklepowej). Trzymajcie za mnie kciuki!

To chyba już wszystkie i najważniejsze rzeczy, które polubiłam tej jesieni.
A co Wy pokochaliście?



Podobne posty

0 komentarze

Instagram