Lakiery hybrydowe - wrażenia po roku samodzielnego stosowania - When In Jungle - Blog o Grafice i Fotografii

Lakiery hybrydowe - wrażenia po roku samodzielnego stosowania

Paznokcie hybrydowe są ze mną już od ponad dwóch lat. Na początku robiłam je w salonie u profesjonalistki. Pierwsze hybrydy tak naprawdę...


Paznokcie hybrydowe są ze mną już od ponad dwóch lat. Na początku robiłam je w salonie u profesjonalistki. Pierwsze hybrydy tak naprawdę zrobiłam za namową… Kolegi. Zachęcona poszłam do jego znajomej, poprosiłam, żeby długość była koniecznie do opuszka (później już chyba nigdy nie była), jak zawsze pojawił się problem z wyborem koloru (teraz Wam nie powiem, ale pewnie był to jakiś pastelowy odcień). Po kilku dniach przepadłam. Paznokcie wyglądały świetnie, z lakierem absolutnie nic się nie działo, poza tym, że po dwóch tygodniach było widać odrastający paznokieć. Po trzech tygodniach od założenia poszłam na korektę i od tego czasu chodziłam regularnie przez rok. Po roku postanowiłam ściągnąć hybrydy na dobre, zainwestować w frezarkę i wrócić do malowania paznokci zwykłymi lakierami. Jak pewnie się domyślacie długo to nie trwało (może cztery miesiące). Ciągle odpryskujący lakier, malowanie co kilka dni, chłopak wiecznie narzekający na zapach lakieru - to nie mogło się skończyć inaczej. Zbliżały się święta Bożego Narodzenia i powiedziałam - hej, przecież to nie takie trudne, mnóstwo dziewczyn robi hybrydy w domu samodzielnie, ja też mogę! I tak zamówiłam swój pierwszy zestaw.

Trzy pierwsze kolory.

Postanowiłam kupić zestaw, bo wychodziło taniej. Przekopałam Allegro i znalazłam zestaw z lampą UV 36W, Hard Topem i Hard Base, trzema kolorami z Neonail o pojemności 15ml i wszystkimi potrzebnymi przyborami. Powiedziałam - trzy duże kolory mi wystarczą, będą na długo, wybiorę uniwersalne (wiecie jak to jest, kiedy wmawiacie sobie różne rzeczy, a później przechodzicie obok stoiska z lakierami i już nie pamiętacie dlaczego?). Przesyłka przyszła szybko, kolory, oprócz wymarzonego granatu, odbiegały trochę od moich wyobrażeń, ale prawie natychmiast usiadłam do paznokci, żeby wszystko wypróbować! Prewencyjnie zaczęłam od paznokci u stóp. Jak to za pierwszym razem często bywa powychodziły mi różowiutkie kulfony. Niezrażona kolejnego dnia zrobiłam paznokcie u rąk. Kolor Cherry Lady okazał się idealny na święta! Po dwóch tygodniach paznokcie nadal trzymały się jak trzeba, złoty brokat niestety odprysł, ale nic innego się z nimi nie stało. 


Od roku robię paznokcie sama, jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby z lakierem na paznokciach coś mi się stało. Paznokcie nie są osłabione, nie łamią się, nie wyszło mi żadne uczulenie, ani inne świństwo. Jak się pewnie domyślacie kolekcja lakierów się powiększyła (znacznie) i nie wyobrażam sobie, żebym miała zrezygnować z robienia sobie hybryd. 

Przede wszystkim wygoda. 

Sam proces ściągnięcia i założenia hybryd jest czasochłonny. Tutaj nie ma akurat znaczenia lampa, której używam - mam też „słuchawkę” LED 9W i czas wykonania jest bardzo podobny. Do dużej lampy 36W mogę włożyć całą rękę (a nawet i stopę - może nie całą, ale wszystkie paznokcie) i nie muszę się martwić osobnym malowaniem kciuka. Zresztą same pewnie wiecie, jak się maluje paznokcie samej sobie, to jednak zabiera to więcej czasu. Ale efekt - nic nie odpryska, nie trzeba poprawiać, nie trzeba malować co dwa-trzy dni. 


Oszczędność.

Ceny zestawów zaczynają się od 170 złotych (na allegro, z Neonail). Mniej znane firmy oferują zestaw nawet za 100 złotych, już z lampą i kilkoma kolorowymi lakierami. Za tę cenę zwykle robimy sobie paznokcie hybrydowe raz lub dwa u kosmetyczki. Wiadomo, że zakupione produkty w końcu się kończą, ale jeśli potraficie wytrwać w postanowieniu (ja nie), to kolor o pojemności 6ml może Wam starczyć na bardzo, bardzo długo. Nawet kupując jeden lakier miesięcznie oszczędzicie dużo. Oczywiście nie zastąpi to tej przyjemności, kiedy ktoś inny maluje Wam paznokcie, a po wszystkim masuje dłonie i nakłada krem, ale zdecydowanie można zaoszczędzić. 


Wybór.

Często kosmetyczki mają ograniczoną paletę, z której wybieracie sobie kolory. Czytałam o przypadkach, gdzie w salonie było dziesięć kolorów na krzyż, nie było próbników z kolorami, a panie nie znały obecnych paznokciowych trendów. Magda z bloga Madziof.pl prowadzi na swoim blogu projekt Tajemniczy Klient, gdzie możecie poczytać o salonach w Krakowie i okolicach (uwielbiam tą serię!) - lepszych i gorszych. Robiąc paznokcie samodzielnie - idziesz na stoisko/do sklepu i sama wybierasz kolory. Jeśli chodzi o wzorki - słyszałam, że wiele stylistek ich nie wykonuje lub robi to bardzo niechętnie. Dla niektórych samodzielne wykonywanie wzorków jest zbyt trudne, ale serio - wystarczy poćwiczyć na próbniku, pooglądać trochę tutoriali na youtubie i będzie dobrze! A jeśli jesteś nieprzekonana, ale bardzo chcesz mieć wzorki - polecam wypróbować stempelki. 


Mogłabym się chyba tak zachwycać w nieskończoność. Jak już wspominałam, nie skreślam kosmetyczek. Wiele z nas nie potrafi samej zrobić sobie paznokci. Innym jest wygodniej iść do kogoś. Można też niechcący samemu sobie zrobić krzywdę, więc czasami lepiej oddać się specjaliście. No i - kto nie lubi posiedzieć u kosmetyczki i poplotkować? Ja plotki zastąpiłam ciepłą herbatą i dobrym serialem, ale nie twierdzę, że nie mam czasami ochoty iść i popatrzeć jak ktoś inny dłubie mi przy paznokciach. 

A Ty? Robisz sobie sama paznokcie czy bezpieczniej czujesz się oddając się w ręce komuś innemu?



ZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapisz

Podobne posty

0 komentarze

Instagram