Lifestyle

Pozytywny Lipiec ’18

Zdjęcie Mariackiej w Katowicach
Ten blog był kiedyś miejscem bardziej lifestylowym. Przez te kilka lat blogowania straciłam serce do lifestylu. Zaczęłam wierzyć, że wszystko w blogosferze już było i lepiej skupić się na tym, o czym ten blog pierwotnie miał być – czyli na grafice. Zresztą winny był też mój brak wiary w siebie i przekonanie, że pisać po prostu nie potrafię. Dziś wiem, że to był błąd i ten błąd powolutku naprawiam. Czym jest Pozytywny Lipiec? Jest to zbiór kadrów z całego miesiąca, których część mogliście zobaczyć w relacjach na Instagramie. Pokazuję kadry i wspomnienia z całego miesiąca. I chcę to robić co miesiąc. Uwaga, uwaga – macie okazję mnie lepiej poznać. Same duże sekrety moi Państwo, tylko dla Was, najlepszych czytelników!

 

 

Po zakończeniu roku moje biurko wołało o pomstę do nieba, notatki były wszędzie i przyszła pora na ich układanie. Podczas robienia porządków znalazłam jeszcze stare notatki z filologii angielskiej, Audrey namalowaną kawą, a nawet wydruki mojej pracy licencjackiej 😅 Po segregacji papierów okazało się, że w całym tym zamęcie więcej było zapomnianych dokumentów i przerażającej ilości zeszytów, niż samych notatek. Później przyszedł czas Netflixa i lenistwo. Miesiąc zaczęłam maratonem Ani z Zielonego Wzgórza (Ania, nie Anna), co doprowadziło do przeczytania wszystkich książek z serii.

 

 

Na fali wakacyjnej motywacji zapisałam się na Summer of Code – kurs dla programujących kobiet. Lipiec był miesiącem Pythona, robieniem wyzwań na HackerRank i kończenia kursu Bertelsmann Data Science Challenge Scholarship z Udacity. Zapytacie skąd taki pomysł? Programowanie polubiłam na pierwszym roku magisterki, kiedy to zajęcia o nazwie Odkrywanie wiedzy w bazach danych okazały się zajęciami z programowania w Pythonie (tak, takie rzeczy się zdarzają, chociaż to była najlepsza niespodzianka w ciągu tych dwóch lat).

 

 

Lipiec był też miesiącem czytania. W pierwszej połowie roku mocno skupiałam się na ukończeniu studiów z jak najlepszym wynikiem i często zamiast czytać wolałam już pooglądać serial dla relaksu. W lipcu udało mi się przeczytać 9 książek. Po przeczytaniu Ani zaczęłam Efekt Lucyfera, a teraz jestem w połowie Dziewczyn z Danbury (książki, na podstawie której powstał serial Orange is The New Black 😉). Poświęciłam się bardziej Bullet Journalingowi, a na Instagramie mieliście ostatnio okazję zobaczyć jak powstają poszczególne rozkładówki. Założyłam również konto, na którym będę się dzielić Waszymi pracami, ale o tym – w następnym poście. Rysunek przedstawia pandę, która pojawiła się na lipcowych tapetach. Część prac tutaj powstaje w ten sposób – zaczyna się od prostego rysunku na kartce.

 

 

Z początkiem wakacji postanowiłam spróbować być blondynką i rozjaśniłam włosy. Miał być Rose Gold Blonde (Medium). Po farbowaniu rozjaśnionych włosów dokładnie tym kolorem wyszedł rudo-blond. Ale nie ma problemu, na który nie pomogą różowa i fioletowa płukanka z Delii. Rose Gold to nie był, ale był close enough, żebym była zadowolona. Następnym razem przy takich eksperymentach pójdę do fryzjera 😅

 

W lipcu albo lało i grzmiało, albo było tak gorąco, że nic, tylko się usmażyć. Kiedy mieszka się na ostatnim piętrze z oknami na południowy-zachód i w mieszkaniu rogowym, temperatura +30 i słońce powoduje, że ma się, dosłownie, ochotę umrzeć. W pewnym momencie dnia wolałam wyjść na spacer, niż siedzieć w środku, bo na zewnątrz było zdecydowanie chłodniej. Ale z drugiej strony – przy takim słońcu popołudniowe zdjęcia wychodzą epicko!
Moja letnia szafa potrzebowała uzupełnienia. Zamówiłam dwie sukienki. Jedną, którą upatrzyłam u Ani z bloga aniamaluje, drugą (w wisienki) dla mamy. Sukienka dla mamy przyszła tak mała, że zwyczajnie mi ją oddała. Roztrzepana ja, nie przeczytałam komentarzy, w których ludzie pisali, że sukienka wychodzi mniejsza. Zaszalałam też na promocjach w Sinsayu i Bershce, a na koniec kupiłam wianek w h&m. A co!

 

 

Na gorąc zdecydowanie pomagały lody. Niestety kawę w sierpniu będę musiała odstawić, bo znowu nie za dobrze się po niej czuję. Może przerzucę się na mrożoną bezkofeinową 😅

 

 

Lipiec był też miesiącem przełomowym, jeśli chodzi o moje myślenie odnośnie tego miejsca. W głowie pojawiły się już pierwsze pomysły na wprowadzenie zmian. Można powiedzieć, że spotkanie z Anią, autorką Blue Kangaroo, trochę otwarło mi oczy. Nie tylko na prowadzenie Instagrama, na którym ostatnio bardzo się staram częściej Wam pokazywać, ale też na moje blogowanie. Sierpień ogłaszam miesiącem zmian. Tak właśnie.

 

W kwestii paznokci od jakiegoś czasu wrzuciłam trochę na luz. W zeszłym roku odrost strasznie mi wadził, więc robiłam paznokcie co tydzień. Nie wpłynęło to bardzo na kondycję moich paznokci, jeśli ktoś by się martwił. Ale było to strasznie uciążliwe. Z drugiej strony pozwoliło mi się bardzo wyrobić w malowaniu. W tym roku staram się robić paznokcie z minimum dwutygodniowym odstępem, nie zwracam już tak uwagi na odrost. W lipcu dorwałam się do dwóch lakierów z kolekcji Colors of Freedom od Neonail. Wild Heart i Fight For It to chyba najbardziej wakacyjne kolory z tej serii 🤔
Mam nadzieję, że sierpień przyniesie jeszcze więcej wrażeń. Mam nadzieję, że przyniesie zmiany, bo są mi potrzebne. Mam nadzieję, że temperatura na zewnątrz ograniczy się do 25 stopni, bo niektórzy pracują w domu i nie mają klimatyzacji. To tyle.

Może Ci się również spodobać: