Archiwum wpisów

Miesiąc temu zaczęłam czytać książkę Cudowny Chłopak. Koleżanka polecała mi film już na początku roku, ale ja, jak to ja, wolałam zacząć od książki, o czym zresztą pisałam Wam na Facebooku.

 

Po przeczytaniu kilku recenzji na Lubimy Czytać bardzo dobrze nastawiałam się na książkę, niestety trochę gorzej na sam film.

„Cudowny chłopak” opowiada historię chłopca, który przez jeden zmutowany gen ma zdeformowaną twarz. Opowiada o jego walce z przeciwnościami losu, a także pokazuje życie z perspektywy jego rodziny i najbliższych. Pokazuje jak dzieci i dorośli traktują odmiennych od siebie ludzi, a także w jaki sposób dziecko, które w jakiś sposób jest inne, musi sobie z tym radzić. Przedstawia nie tylko krzywdzące sytuacje, ale i piękne postawy.

 

„Wonder” (2017)
Po przeczytaniu książki i obejrzeniu filmu, nie mogę się zgodzić, że ekranizacja jest w jakiś sposób gorsza. Owszem, są pewne nieścisłości, ale w którym filmie bazującym na książce ich nie ma? Film jest cudownie nakręcony, obsada jest genialna (chociaż inaczej wyobrażałam sobie siostrę Augusta), a cała historia jest świetnie przedstawiona i bardzo dobrze się ją ogląda. Jeśli jeszcze nie widzieliście – polecam i książkową wersję, i film.
Zwykle po obejrzeniu fajnego filmu nachodzi mnie chęć wykonania tapety. Wiem, że tutaj ostatnią i chyba jedyną tapetą była ta inspirowana filmem Grand Budapest Hotel, niemniej jednak chciałabym kontynuować tę serię. W związku z tym mam dla Was dwie tapety inspirowane Cudownym Chłopakiem.
Na Instagramie przeprowadziłam ankietę dotyczącą tych tapet. Niestety nie zdążyłam zrobić screena wyników zanim wygasła, ale kiedy ostatni raz patrzyłam, większość była za udostępnieniem obu wersji.
Tytuł oryginalny to „Wonder” i dlatego taki napis znajduje się na tapecie 🙂 Tapeta jest w dwóch wersjach – 1440×900 i 1920×1080, ale myślę, że każdy da radę dopasować ją do swojego komputera.

 

Tapety

1440×900

1920×1080

1440×900

1920×1080

Jeśli podoba Ci się to, co robię to zapraszam do polubienia Facebooka i zaobserwowania Instagrama.

Kiedy tylko zobaczyłam w kinie trailer filmu Wiek Adaline wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Nie tylko ze względu na przecudną Blake Lively, którą uwielbiam od czasów Gossip Girl, ale również ze względu na cudowny klimat, w który wprowadzają urywki filmu pokazane w krótkiej zapowiedzi.
Adaline urodziła się w 1908 roku. Była jedynaczką, w 1929 roku poznała męża, wzięła ślub i urodziła córkę. Po kilku latach szczęśliwego małżeństwa jej mąż ginie tragicznie, a chwilę później Adaline ulega nieszczęśliwemu wypadkowi. Wypadkowi, który na zawsze zmienia jej życie. Bowiem od tego czasu Adaline nie zestarzała się nawet o jeden dzień. Nie zestarzała się zewnętrznie, w sensie biologicznym. Można pomyśleć, że to kolejna zajawka wiecznego życia, pełnego zabawy i rozpusty, jak to ukazują w większości filmów i nieśmiertelnych wampirach, zombie i wszystkich innych istotach, które ostatnio są tak popularne w telewizji. Jednak Wiek Adaline to historia o samotnej, smutnej kobiecie.

 

Źródło: www.breitbart.com
Chyba każdy z nas miał kiedyś moment, kiedy chciał być zawsze młody, nieśmiertelny. Oglądać jak świat się zmienia i ewoluuje. Być wiecznie pięknym. Można pomyśleć, że Adaline tak właśnie będzie żyła. Jednak film pokazuje inną stronę nieśmiertelności. Pokazuje dramat samotnej kobiety, która wiecznie musi uciekać, przenosić się, nigdzie nie może się zadomowić. Kobiety, która nie może pokochać nikogo na dłużej. Nie może wyjawić swojej tajemnicy w obawie, że zostanie obiektem testów naukowych. Jest zmuszona obserwować jak jej najbliżsi się starzeją i powoli umierają. Jest starszą kobietą zamkniętą w ciele trzydziestolatki. I nie widzi dla siebie przyszłości w jednym miejscu, z jedną osobą. Bycie zawsze pięknym i młodym jest marzeniem wielu ludzi, ale wielu z nich nie zdaje sobie sprawy jakie niesie to za sobą konsekwencje. Wiek Adaline zmusza nas do zastanowienia się czy rzeczywiście bycie tak wyjątkową osobą jest warte cierpienia, które ze sobą niesie. Jest to stara historia opowiedziana na nowo w piękny sposób.

 

Źródło: www.popsugar.com
Nie będę się rozpisywać na temat tego, co się dzieje później, bo warto samemu to zobaczyć. Nie będę też oceniać gry aktorskiej, bo zwyczajnie nie ma co pisać – Blake Lively była niesamowita, tak jak i Ellen Burstyn i Harrison Ford.

#Cytaty z filmu, które zapadły mi w pamięć:

I’ve been running for so long, I don’t know how to stop. (Adaline – Blake Lively)

 

All these years you’ve lived but you never had a life. (William Jones – Harrison Ford)

 

Tell me something I can hold on to and never let go. (Adaline)– Let go. (Ellis Jones – Michiel Huisman)

 

Uwielbiam oglądać filmy. Przyznaję się. Nie jestem nałogowcem (kiedyś byłam), ale uwielbiam oglądać filmy i seriale. W tą niedzielę padło na film Ex Machina. Postaram się nie spoilerować za bardzo.
(źródło zdjęcia: http://www.comingsoon.net/)
Film opowiada o programiście (Domhnall Gleeson), który po wygraniu konkursu zostaje zaproszony do laboratorium swojego szefa (Oscar Isaac). Kiedy tam jedzie nie ma pojęcia, co go czeka. Na miejscu Caleb poznaje piękną dziewczynę Avę (Alicia Vikander) stworzoną przez Nathana, jego szefa. Ava jest pierwszym na świecie robotem wyposażonym w sztuczną inteligencję. Wygraną w konkursie okazuje się możliwość przetestowania czy Ava jest bardziej człowiekiem czy maszyną.
(źródło zdjęcia: http://www.filmhdwallpapers.com/)
Po obejrzeniu filmu moje odczucia były mieszane. Akcja rozwijała się wspaniale, reżyser skutecznie wprowadzał napięcie, co wydaje mi się być dość dużym osiągnięciem, kiedy cała akcja dzieje się w jednym laboratorium, w którym znajdują się na dobrą sprawę 4 osoby. Sama fabuła była na tyle interesująca, że obejrzałam film do końca, nie przewijając go i nie oglądając w trakcie snapchata (a zdarza mi się to, gdy film jest mało interesujący). Nie jest to typowy film akcji, ani film rozrywkowy, którymi jesteśmy obrzucani z każdej strony. Jest to film trzymający w napięciu, wprowadzający atmosferę niepokoju, jednak bez nagłych zwrotów akcji. Jednak chyba byłam trochę zawiedziona zakończeniem i poczułam lekki niedosyt. Z czystym sumieniem mogę film polecić, jeśli jesteście fanami Sci-Fi.
Ktoś z Was widział? Jakie są Wasze odczucia?
Co myślicie o rozpoczęciu takiej cotygodniowej serii?