Archiwum wpisów

Cześć! Jak tam nastroje przed końcem tygodnia? Wspaniałe, średnie, słabe? Jeśli wspaniałe, to będą jeszcze wspanialsze za chwilę, jeśli słabe, to będą wspaniałe! Na poprawę humoru, dla miłośników cukru, czekolady i słodkości mam dla Was dzisiaj prosty przepis na pyszne brownie! To co? Zaczynamy?

Składniki:

 

  • 100g pistacji (obranych ze skorupek)
  • 100g orzechów włoskich (jeśli są prosto z drzewa to też łupiemy ze skorupek)
  • 1 łyżka mąki pszennej tortowej + niewielka ilość do posypania blachy
  • 200g masła + niewielka ilość do posmarowania blachy
  • 200g czekolady deserowej
  • 3 jajka
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 160g cukru

 

Dodatkowo:

 

  • Kawa
  • Mleko

 

Potrzebne sprzęty:

 

  • Piekarnik
  • Trzepaczka, mikser bądź blender z nakładką do ubijania jajek
  • Nóż
  • Deska do krojenia
  • Blacha do pieczenia o wymiarach 25x20cm (jak macie większą to się nie przejmujcie)
  • Miska
  • Miseczka

 

Dodatkowo:

 

  • Ulubiona piżama
  • Muzyka
  • Kubek
  • Czajnik

 

Ready… Steady… Go!

Naszą kuchenną przygodę rozpoczynamy od założenia ulubionej piżamy. Bez piżamy się nie uda, poważnie!
Krok drugi: parzymy kawę w naszym ulubionym kubku, puszczamy ulubioną playlistę i zabieramy się do prawdziwego kucharzenia. Piżama, kawa i muzyka to podstawa, pamiętajcie!
Zaczynamy od tych piekielnych pistacji. Kolejne pół godzinki spędzamy obierając pistacje z łupinek. W tym czasie możemy nastawić sobie piekarnik na 200 stopni (jeśli mamy termoobieg) albo na 210-220 (jeśli termoobiegu nie mamy). Niech się grzeje. Przygotowane orzechy i pistacje wysypujemy na blachę. Ja swoją wyłożyłam papierem do pieczenia, ponieważ jestem leniem i nie chce mi się jej później myć. Tak, przyznaję się.

 

Wkładamy blachę do piekarnika, nastawiamy magiczne 10 minut na timerze i idziemy delektować się kawą. Jeśli Wasz piekarnik jest względnie nowy, zaglądajcie czasem do ziarenek. Moje były w piekarniku magiczne 10 minut i wydaje mi się, że trochę za mocno się przyprażyły. Po usłyszeniu irytującego pikania wyciągamy blachę i studzimy zawartość. Ja położyłam po prostu blachę na balkonie, moment i orzechy były zimne.
Zapraszamy do kuchni panią Kasię i dwie tabliczki czekolady deserowej. Czekoladę łamiemy na mniejsze kawałki, Katarzynę bierzemy pod nóż. Całość wrzucamy do garnka i na baaardzo słabym ogniu rozpuszczamy. Na przyszłość muszę się zastanowić nad rozpuszczeniem składników w kąpieli wodnej, bo ten sposób jakoś nie bardzo mi odpowiada. No, rozpuszczamy. Mieszamy cały czas! Nie ma, że boli.
Rozpuściło się? To dobrze. Studzimy trochę, bo jakoś niepewnie się czuję wlewając gorącą czekoladę do ubitych jajek. Właśnie! Jajka!
Wrzucamy wszystko do miseczki, bez obijania się. Jajka tłuczemy, białko i żółtko razem, całe opakowanie cukru waniliowego, a cukier na wagę i odmierzamy 160g.
Wyciągamy naszego przyjaciela do ubijania. Składniki ubijamy, ale nie na sztywno! Mają być ubite i już. Pamiętajcie, nie na sztywno. Ręka luźna.
Po ubiciu dodajemy rozpuszczoną czekoladę i mieszamy aż masa będzie jednolita (tak to się mówi?). Zanim to zrobimy możemy (znowu) włączyć piekarnik i rozgrzać go do 165 stopni (termo) albo 175-185 stopni (bez termo). Pomieszane?
Kolejny krok to jedzenie!
Nie nie, żartowałam, teraz będziemy siekać, bo nie zrobiliśmy tego wcześniej. Siekamy nasze uprażone orzeszki i pistacje na mniejsze kawałki i wsypujemy do miseczki.
Siekamy:

Do posiekanych pistacji dodajemy łyżkę mąki i mieszamy.
Miksturę wrzucamy do miski z masą z czekoladą i całość dokładnie mieszamy. Jak już stwierdzimy, że jest okej, to wylewamy masę na wcześniej posmarowaną masłem i obsypaną mąką blachę.
Jako że jeszcze nie jestem Top Chefem ani innym Chefem mam w domu tylko blachę w rozmiarze (dużym) około 35x25cm. Uznałam, że ujdzie. Masy z tego co przygotowaliśmy na taką blachę wychodzi około 1cm wysokości. Dla mnie satysfakcjonująco.
Wrzucamy blachę do piekarnika, który na sto procent już dawno się nagrzał i idziemy dopić (zimną już) kawę i pooglądać telewizję. Wracamy za jakieś 25 minut. Jak ciężko mu idzie, to za 30-35minut.
Wyciągnęliście? Bo ja tak i pachnie znakomicie. Niestety trzeba poczekać troszkę, żeby wystygło.
Jak wystygło, to można kroić i jeść. Tylko nie za duże kawałki, bo wiecie, piekielnie to słodkie. Smacznego!

Porada nr 1:

Jeśli chcecie sprawdzić czy Waszemu Wybrankowi smakowało, to zostawcie bałagan w kuchni. Jak smakowało, to nie będzie się czepiał.

Porada nr 2:

Nie jedzcie przed pisaniem posta, bo udostępnicie go po 22:00.

 

 

Upiekliście brownie? Jak smakowało? Podobał Wam się przepis i chcecie więcej? Dajcie koniecznie znać, to stanę się częstszym Mistrzem Słodkości!

Postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu blogowym Sen Mai. Już myślałam, że dziś nie zdążę! Zrobienie grafik jednak zajęło mi dużo więcej czasu niż myślałam i nie zrobiłam niestety babeczek, by pokazać Wam jak wyglądają (ale nadrobię to ;)) Dzisiaj mam dla Was podstawowy przepis na muffinki, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Zawsze wychodzą, zawsze są smaczne i zawsze znikają ze stołu w bardzo szybkim czasie. Przepis z tego co wiem był na 12 babeczek, mi zawsze wychodzi na około 16. Czas wykonania około 35 minut – idealny, kiedy mają przyjść goście i nie mamy czasu zrobić czegoś super.

 

Potrzebujemy jeszcze:

  • Miskę
  • Mikser
  • Blachę do muffinek
  • Papierowe papilotki do wyłożenia blachy
  • Małą chochelkę do przelewania masy


Wykonanie:
1. Roztapiamy masło i zostawiamy do wystudzenia.
2. Mieszamy w misce suche składniki (mąka, cukier, proszek do pieczenia i cukier waniliowy).
3. Dodajemy mokre składniki do suchych (przygotowane wcześniej roztopione masło, mleko, jajka) i miksujemy wszystko na gładką masę. Musimy bardzo dokładnie zmiksować składniki, żeby nie było żadnych grudek.
4. Papierowymi papilotkami wykładamy blachę do muffinek. Przelewamy gotowe ciasto do foremek na około 2/3 wysokości.
5. Pieczemy w piekarniku w 180 stopniach przez około 25 minut.
6. Wyciągamy z piekarnika i czekamy aż nasze muffinki wystygną.
7. Jemy, póki inni domownicy się nie dorwą!

Smacznego i czekam na Wasze zdjęcia i wrażenia!